www.flickr.com
This is a Flickr badge showing public photos and videos from csemege. Make your own badge here.
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Japonia - procenty

W sobotę wypłynęła idea zrobienia jakiegoś hanami w niedzielę, miało być Ueno, ale ostatecznie stanęło na parku Yoyogi.

...

W słoneczną niedzielę w parku Yoyogi w porze kwitnienia wiśni, żałoba po trzęsieniu czy nie, linie są tak przeciążone, że nie można się dodzwonić na komórkę. I są kolejki do kibla. Męskiego też.

Co zaowocowało, prawda, szczerą słowiańską wycieczką pod płot i dyskusją o przełamywaniu barier. Pomna na słowa wielkiego Polaka: "spieszmy się szanować bariery, tak szybko odchodzą.", wybrałam jednak kolejkę.

Siedzieliśmy aż do wieczora, który nadszedł około 18:00, i wtedy wiśnie (że postraszę Hipstamatikiem) wyglądały tak.

Do parku (otwartego całą dobę) ściągali nowi imprezowicze, ale my przemieściliśmy się do Shibui, gdzie miała być Magda z NASZEJ japonistyki z "jakimś Mateuszem". Zgodnie z moimi przewidywaniami okazało się, że to ten Mateusz, z którym swego czasu studiowaliśmy na najlepszej po Todaiu japońskiej uczelni (boże mój święty! króliczek na hołmpejdżu!).

Całe towarzystwo wylądowało w izakai, gdzie miałam okazję poczynić nieco obserwacji z cyklu "gender i kataklizmy" (na uniwerku będę chodziła na zajęcia "antropologia wobec kataklizmów", ale to jednak nie to samo...). W skrócie: Magda bała się trzęsienia z całym pakietem boi się do teraz, według Mateusza "trochę się kiwało i tyle". Poza tym normalnie: niechciane ciąże, pomówienia, obicia wymuszenia haracze i "co sądzisz o dziesiątej demencji?"

W zmniejszonym składzie: ja, Magda, Mateusz i Marzena, przenieśliśmy się do Hubu, gdzie Mateusz podzielił się ze mną dwiema ważnymi informacjami. Po pierwsze: gnębi go przypuszczenie graniczące z pewnością, że Saidai jednak nie jest najlepszą po Todaiu japońską uczelnią, a do tego jest położony w kompletnym pierdziszewie. Po drugie: ludzie z Be-PLANTU zamierzają otworzyć knajpę blisko bramy Uniwersytetu Warszawskiego. More info to follow.

Kilka piw, rozwodnionych babskich drinków i ćwierć "Białego misia" później, Marzena szła na piechotę do swojej nowej miejscówki na Komabie, Mateusz zdematerializował się w McDonaldzie, a ja z Magdą rozstałyśmy się na dworcu. I tu żenua: zapomniałam, gdzie jest stacja linii Inokashira. A tu już odjeżdża ostatni pociąg. Sympatyczny posterunkowy, zapytany o drogę, odpowiedział: "za tamtym przeszklonym", co w Shibui nie jest określeniem zbyt precyzyjnym, ale jednak coś mi się przypomniało i zdążyłam.

Około pół godziny później wysiadłam na dworcu Sengawa. Było ciemno, zaczynało mnie suszyć, ziemia trochę się trzęsła, a ja nie bałam się wyciągnąć iPhona, żeby znaleźć z GPS-em najkrótszą drogę do akademika. I tak skończył się pierwszy tydzień w Japonii.

sobota, 16 kwietnia 2011, palacsinta

Polecane wpisy