|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
niedziela, 13 maja 2012
How we got here - część pierwsza
Z akademika miałam się wynieść 25. marca, wobec czego poszukiwania mieszkania zaczęłam ok. połowy lutego. Dlaczego? Dlatego: Agent w pierwszej agencji nieruchomości wyszukał w bazie danych mieszkania odpowiadające moim warunkom i zaczął dzwonić do właścicieli z pytaniem, czy można je obejrzeć. To było pierwsze pytanie. Drugie brzmiało: - Czy przeszkadza panu/pani, że klientka jest cudzoziemką? Zdumiewająco wielu właścicielom mieszkań to przeszkadzało i pozostawali impregnowani nawet na informację o tym, że studiuję na Uniwersytecie Tokijskim. Ale jeśli nie przeszkadzało, to przechodziliśmy do następnego pytania. - Rolę poręczyciela dla klientki pełni uniwersytet, czy to panu/pani przeszkadza? Poręczyciel (rentai hoshonin) to osoba, która podpisuje się pod umową wraz z wynajmującym i zobowiązuje się do odpowiedzialności finansowej, jeśli wynajmujący okaże się niewypłacalny/wyniesie z mieszkania parkiet (nie wiem, co poza tym można wynieść, ale o tym dalej)/podpali chałupę. W wypadku Japończyków poręczycielami są rodzice, krewni, pracodawca etc. Warunki, które musi spełniać poręczyciel, nie są określone prawnie, ale powinna być to osoba zatrudniona na pełny etat, niekarana, w średnim wieku i tak dalej. UT pełni rolę poręczyciela dla studentów zagranicznych jako osoba prawna. (Studenci zobowiązani są do wykupienia ubezpieczenia - 8000 jenów za dwa lata uczestnictwa w systemie.). Zdumiewająco wielu właścicielom mieszkań nie odpowiadała taka forma poręczenia. Było to bardzo przykre, ale niespecjalnie zaskakujące - przez to samo przeszłam w 2008 roku, wynajmując dla rodziców mieszkanie na trzy tygodnie. W przerwach między odrzucaniem mnie na starcie przez kolejnych właścicieli agent sypał z rękawa złotymi myślami, co generalnie nie pomagało. - Bo pani by pewnie chciała mieszkanie z podłogą. - Nie, może być z matami. (Mieszkania z matami są tańsze, bo maty trudniej utrzymać w czystości.) - O! I pewnie wolałaby pani nowy budynek. - Nie, może być stary. (Mówimy o budynkach z lat 70-, 80-tych, i nie, nie liczy się to, w jakim są stanie - stary budynek jest stary i czynsz to odzwierciedla. Osobiście uważam to za... Ale posłuchajmy tego, co powiedziałam agentowi.) - O! A młode kobiety to przeważnie nie lubią starych budynków. - Ale to są chyba młode Japonki, ja mam inny pogląd na tę sprawę. - nie wytrzymałam. Ponieważ, zasadniczo, uważam wiele warunków sterujących japońskim rynkiem nieruchomości za fobie lub snobizmy. Mieszkanie z matami jest fu, nie tylko dlatego, że trudniej się je sprząta i lęgną się w nich drapieżne roztocza, ale też dlatego, że są niemodne. Stare budynki są fu, bo stare (i niemodne). Mieszkanie spełniające wszystkie inne warunki, ale usytuowane na tyle blisko torów, że słychać pociągi i dzwonienie na przejeździe, wcale nie będzie tańsze (bo jest blisko linii kolejowej, więc jest "wygodne"). Czynsz szybuje za to przy otorokku - samozatrzaskujących się drzwiach. Uważane jest to za bezpieczne (Tokio jest, jak powszechnie wiadomo, wschodnioazjatyckim ekwiwalentem Bogoty), co ja z kolei uważam za pokrętną logikę - jeśli ktoś jest na tyle roztargniony, że nie pamięta o zamykaniu za sobą drzwi, to jak ma pamiętać o tym, by zabrać z mieszkania klucz? Itd. itp. Kiedy stanęło na tym, że jedziemy obejrzeć ciasne mieszkanie położone z dala od wszystkiego, w drodze do samochodu agent zapytał mnie, jak mi się podoba w Japonii. Odpowiedziałam, że jak nie chcą mi wynająć mieszkania ze względu na narodowość, to mniej. Na to usłyszałam, jakie to z obcokrajowcami są problemy. Odpuściłam pytanie, co robią właściciele mieszkań, kiedy zdarzą im się problemy z Japończykami. W końcu nie agent jest za to odpowiedzialny. Mieszkanie było umieszczone w budynku z oknami na obwodnicę. Na korytarzu śmierdziało blokowym śmietnikiem. W łazience była marmurkowa wykładzina. W drodze powrotnej agent zapytał mnie, co robię wieczorem. W następnej agencji byłam całe 10 minut - tym razem, bez zawracania głowy właścicielowi, dowiedziałam się, że uniwersytecki system poręczeń jest be, i Japończyk mógłby w tej sytuacji skorzystać z usług firmy oferującej analogiczną usługę (nie, to nie ma sensu), ale ja nie mogę, ponieważ jestem obcokrajowcem. Do kolejnej (ostatniej) weszłam prosto z ulicy. Była zlokalizowana blisko uniwersytetu i agenci mieli doświadczenie w szukaniu mieszkań dla studentów-obcokrajowców. Prawdopodobnie zadzwonili na uniwersytet, by upewnić się, że jestem tym, za kogo się podaję, ale ponieważ, tak samo jak rozmów o tym, czy mogę obejrzeć mieszkanie, nie musiałam tego słuchać, nie mam im tego za złe. Koniec końców trafiłam na dobrze nasłonecznione (to jeden z warunków, które mają sens - w dobrze nasłonecznionym mieszkaniu jest ciepło w słoneczne dni zimowe i trudno o pleśń) mieszkanie z matami w starym budynku. O zawrotnej powierzchni 18 metrów kwadratowych. Sześć minut na piechotę do stacji, pięć minut pociągiem na uniwersytet. Oficjalna data przeprowadzki to 26. lutego, w rzeczywistości przeniosłam się tam dwa tygodnie później. Dlaczego? O tym w następnym odcinku. |